poniedziałek, 29 listopada 2021
Portal Informacyjny w UK, Wielkiej Brytanii | Polish Community Online in the United Kingdom
r e k l a m a  |





Wyścig szczurów, czyli depcz innych jeśli nie chcesz zostać zadeptany... Konieczność czy przeżytek?
Wyścig szczurów, czyli depcz innych jeśli nie chcesz zostać zadeptany... Konieczność czy przeżytek? Wyścig szczurów - wydaje się, że powiedziano już o nim wszystko. Łącznie z tym, że to coś negatywnego, a udział w nim nie przynosi ani krzty chwały. Pogoń ludzi tkwiących w codziennej zawodowej rutynie za lepszymi zarobkami oraz awansem za wszelką cenę jest zupełnie bezcelowa, bo na dłuższą metę nie prowadzi do niczego dobrego.

r e k l a m a




Zobacz także:
Depcz innych jeśli nie chcesz zostać zadeptany?

Mimo, że większość z nas dobrze o tym wie, to przecież często bierzemy udział w tym „wyścigu” – w pracy, na uczelni czy już w szkole. Pół biedy jeśli jesteśmy świadomi czym może się to dla nas skończyć i przynajmniej próbujemy – wprawdzie z różnym skutkiem – opierać się wtłoczeniu nas w boksy startowe. Niestety są wśród nas i tacy, którzy bezkrytycznie poddają się społecznemu trendowi myśląc: „Skoro inni biegną, to chyba tak trzeba. Chodzi przecież o to, by nie pozostać w tyle”. Ale są przecież i ci, którzy udział w wyścigu szczurów uważają za powód do dumy – bo przecież to dyscyplina nie dla słabeuszy, a w życiu trzeba umieć rozpychać się łokciami!

Wielu znajomych napotkanych na Wyspach przeniosło się tu właśnie po to, by przed wyścigiem szczurów uciec. Rynek pracy w Anglii wydawał się im nieporównanie bardziej przystępny niż te w ich rodzinnych krajach. W końcu miejsc pracy nie brakowało, wystarczy tylko odrobina wysiłku i podniesienie kwalifikacji, a będzie można cieszyć się spokojną posadę od 9 do 5 od poniedziałku do piątku. Uważali, że w swoim kraju byliby zmuszeni albo dołączyć do wyścigu i walczyć o swoje miejsce na rynku pracy kosztem innych albo zostaliby stratowani przez tych bardziej bezwzględnych. Zwłaszcza Polacy decydujący się przenieść na Wyspy zostawiali za sobą trudny rynek pracy, na który właśnie wkraczał wyż demograficzny lat 80. Choć o kryzysie ekonomicznym nikt nawet wtedy nie myślał, to kryzys zatrudnienia w Polsce już trwał w najlepsze. Jak daremną była nadzieja nowych emigrantów okazało się, gdy kilka lat temu kryzys ekonomiczny objął całą „globalną wioskę” a wraz z nim wyścig szczurów nabrał rozpędu.

Nic dziwnego. W czasie kryzysu ekonomicznego o niektóre stanowiska zwykle walczy kilkaset osób. Szczęściarz, który ma pracę, robi wszystko co się da, żeby jej nie stracić - i to wykorzystując wszelkie dostępne środki - według zasady: „Po trupach byle do celu”. Dotyczy to niemal wszystkich stanowisk – od bankowca do spawacza, od pracownika prywatnej firmy do zatrudnionego w organizacji państwowej. I choćby człowiek chciał dobrze i postanowił szanować swoich współpracowników wbrew wszystkiemu, to i tak ostatecznie staje do „wyścigu”: bo dom, bo rodzina, bo trzeba spłacić kredyt, ale też… bo trzeba kupić kolejny samochód. Wydawać by się mogło, że obecnie w dobie kryzysu przed wyścigiem szczurów po prostu się nie ucieknie.

Wyścig szczurów jest passe

Czy rzeczywiście nie istnieje furtka, przez którą można byłoby wyrwać się do normalnego świata, w którym rynek pracy nie rządzi się jedynie prawem dżungli? Czy śmiałek rezygnujący z udziału w wyścigu szczurów musi zwykle kończyć się odsunięciem poza margines głównego nurtu społecznego?

Okazuje się, że istnieje znaczne grono osób, które już nie obawiają się, że przylgnie do nich etykietka „nieudacznika”, nie potrafiących zapewnić bytu rodzinie. Decydują się powiedzieć „nie” wyścigowi szczurów, choć mają świadomość, że pod względem finansowym stracą. Ale to, co zyskują, przewyższa straty, a więc w rezultacie bilans końcowy wypada na ich korzyść.

Droga nie jest łatwa, bo przecież najpierw trzeba zupełnie zweryfikować swój system wartości, a potem odważyć się na często drastyczne środki. A mimo to śmiałków nie brakuje. Niech świadczy o tym coraz większa popularność, a nawet moda, na poszukiwanie odosobnienia w klasztorach. Przybywający tam (bynajmniej nie na zawsze w celu zostania zakonnikami, a na krótkie turnusy odosobnienia) ludzie starają się zwolnić, odgrodzić od pędzącego świata i spojrzeć w siebie. Tak więc, podczas gdy znajomi z korporacji jadą na egzotyczne Barbados, oni wybierają urlop w klasztornej celi. Ascetyczne wnętrze (tylko łóżko i stół), proste jedzenie (bez ekstrawagancji) i przede wszystkim surowe zasady (o korzystaniu z komórki czy laptopa nie ma mowy) mają pomóc poszukującym odnaleźć równowagę. O tym, że chętnych nie brakuje niech świadczy konkurencja wśród klasztorów oferujących tego rodzaju sposób spędzania urlopu. Są wśród nich: zespół klasztorny Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach koło Staszowa, klasztory ojców Benedyktynów w Tyńcu pod Krakowem, franciszkanów w Pińczowie, ojców paulinów w Mochowie oraz mniszek kamedułek ze Złoczewa. Pustelnia Złotego Lasu pozyskała nawet dotację z Unii Europejskiej w wysokości 3,5 mln euro w ramach wsparcia dla ośrodków organizujących walkę z pracoholizmem.

Wyjazd już na stałe, a nie tylko na kilkudniowy turnus, jest innym sposobem na wyłączenie się z wyścigu szczurów. Ci, którzy odważyli się na taki krok nie zastanawiają się w klasztornych murach, co dla nich ważne, bo decyzję o tym jak chcą żyć już podjęli. Zostawiają w tyle dotychczasowe życie – pracę i miejsce zamieszkania, i przenoszą się na wieś. I to nie na tę wieś podwarszawską, czy podkrakowską, która jest tylko sypialnią wielkich miast i raczej przypomina ich willową dzielnicę, ale na wieś mazurską, warmińską, podkarpacką, położoną na uboczu ruchliwych traktów komunikacyjnych. W Polsce znajduje się całe wiejskie rejony, gdzie, ku zdumieniu miejscowych, przybywają mieszczuchy zmęczeni życiem w zgiełku, staniem w korkach i stosunkami w pracy. Wybierają miejsca znacznie mniej wygodne, ale za to pozwalające im żyć wybranych przez nich samych rytmem. Nie bez znaczenia jest to, że ci zazwyczaj młodzi ludzie posiadają zwykle spore oszczędności, pozwalające urządzić się im przynajmniej na początku. Nie oznacza to jednak, że spędzają czas jedynie na wydawaniu zaoszczędzonych pieniędzy – w tym wypadku w pewnym momencie zmuszeni byliby wrócić do miasta. Okazuje się, że wielu z nich odkrywa w sobie niezwykłe zdolności artystyczno-rolniczo-rzemieślnicze, o które nigdy się nie podejrzewali. Chałupnicza produkcja ozdobnych pierników czy wytwarzanie perfum z własnoręcznie uprawianego zagonu lawendy stają się one dla nich źródłem zarówno wewnętrznej satysfakcji, jak i dochodów.

Nowe życie

Są też osoby, którym udało się wyrwać się z wyścigu szczurów nie ruszając się z miasta. Niektórzy po chwili zastanowienia, a inni po udziale w sesji psychoterapeutycznej, układają na nowo swoją hierarchię wartości i próbują odpowiedzieć na pytanie, co jest dla nich najważniejsze. Czy są to awans i pieniądze czy raczej zadowolenie z wykonywanej pracy, zdrowie psychiczne i fizyczne oraz harmonijne relacje z najbliższymi? Często wystarczy zmiana pracy i otoczenia zawodowego na inne, mniej toksyczne, aby odzyskać wewnętrzną równowagę. Coraz więcej młodych ludzi decyduje, że to nie praca, ale możliwość spędzania czasu z rodziną jest dla nich najistotniejsza. Dlatego szukają zajęcia, które im to zapewni, nawet za cenę niższych dochodów. Jeszcze inni stawiają na zdobywanie nowych umiejętności czy wiedzy w dziedzinach nie mających nic wspólnego z wykonywanym zawodem. Ludzie wracają do dawno porzuconego hobby lub odkrywają w sobie zupełnie nową pasję: uczestniczą w warsztatach teatralnych, malują, śpiewają – słowem starają się wyjść poza monotonny rytm praca-dom, dom-praca.

W parze z działaniami samych pracowników idą zachęty ze strony niektórych pracodawców, co tym bardziej przekonuje, że wyścig szczurów już nie jest w modzie. Niejednokrotnie to właśnie pracodawcy wysyłają swoich pracowników na klasztorne turnusy dla pracoholików. Niektórzy szefowie (niestety jeszcze nie w Polsce) wolą, gdy pracownicy stopniowo i systematycznie wykorzystują przysługujący im urlop, bo przecież wypoczęty pracownik to wydajny pracownik. Z kolei pracownik, którzy nie potrzebuje wakacji, wzbudza podejrzenie; skoro nie idzie na urlop, to nie jest zmęczony, a jeśli nie jest zmęczony, to chyba nie pracuje...
r e k l a m a



Są też przedsiębiorcy, którzy nie mogąc zaoferować pracownikom wysokiego wynagrodzenia rekompensuję to „bonusem” w postaci elastycznego czasu pracy. A już w zupełnej wierze w możliwy powrót ludzkich stosunków w na rynku pracy utwierdza mnie oferta londyńskiej School of Economic Science proponująca studentom kurs Economics with Justice. Gdyby nie było na niego zapotrzebowania, to chyba władze uczelni nie zdecydowałyby się na jego inaugurację... Szkoła na swojej stronie cytuje słowa Henry George’a: ”Tym, co zniszczyło każdą poprzednią cywilizację, była tendencja do nierównego podziału bogactwa i władzy”. Obyśmy pamiętali o tym, kiedy przyjdzie nam do głowy chęć włączenia się w zupełnie bezcelowy wyścig szczurów.


POLEMI.co.uk | Magdalena Trzcińska, www.kobietawuk.info
Fot.: Shutterstock

Linki sponsorowane
Dołącz do POLEMI na facebooku i BĄDŹ NA BIEŻĄCO!

 

PASAŻ POLEMI - OFERTY SPECJALNE


Darius Roofing Services
Świadczę usługi dekarskie od 2008 roku. Zajmuje się naprawą...

Accountancy MK - Mariola Kochańska
Nasza firma to profesjonalne biuro księgowe, zatrudniające...

Wózki widłowe, maszyny budowlane
Praca stała i dodatkowa. Szukasz pracy, podnieś swoje kwalifikacje...

Polski prawnik w UK
Sintons to kancelaria adwokacka w UK świadcząca pomoc prawną od...

Pozostałe oferty

TŁUMACZENIA przysięgłe (Tłumacze)
Tłumaczenia przysięgłe akceptowane przez konsulat;...
alt PerfectBodyShape.co.uk - Suplementy diety UK (Apteki i suplementy)
PerfectBodyShape.co.uk to sklep interentowy w Wielkiej...
Tooled-up Tooled-up
Sklep oferuje szeroką gamę produktów motoryzacyjnych,...
Polska obsługa prawna w Szkocji (Odszkodowania i ubezpieczenia)
Dallas McMillan jest renomowaną firmą adwokacką w...